Lewe ucho wulkanu

Małgorzata Greszta

Byli zaprzeczeniem czasu, logiki i jedności. Spadli na syberyjską ziemię po wybuchach w Super fabryce Doskonałej Rzeczywistości. Znajdowała się na zboczach wulkanu Bezimiennyj, który po tysiącletniej ciszy eksplodował doprowadzając do licznych usterek maszyn. Żaden człowiek nie mógł ich dokładnie policzyć, bo istnieli poza czasem. H39.8 był podobny do zwykłych ludzi, ale wyróżniał się stalowymi kośćmi zrobionymi ze stoczniowego dźwigu. Był ponadto wyposażony w żyroskop, który znajdował się w lewym oczodole. Gapił się przed siebie. Dusiła go ta kamczacka nieskończona przestrzeń. Patrzył na miedziane trawy uśpione lodem, na niebo zalane stalą. Padł na ziemię. Przyłożył ucho do zamarzniętego gruntu i usłyszał zakłócany szumami powtarzający się, dudniący dźwięk zderzającego się ze sobą żelastwa,. Stanął na baczność i ruszył na przód. Hałas był komunikatem, musiał odnaleźć jego źródło. Dzięki swoim pancernym nogom mógł przemierzać setki kilometrów dziennie. Próbował odtworzyć symbiotyczną bliskość z czymś, co utracił.

Język nie istnieje. H39.8 rozumie oczywiście, czym jest ton krtaniowy. Posiada struny głosowe potrzebne do wytworzenia sygnału akustycznego, ale nie rozpoznaje mowy. Uważa, że artykulacja głosek i sylab jest pozostałością po niedoskonałych przodkach. Język nie przenosi w odpowiednim natężeniu komunikatów emocjonalnych, co przyczynia się do licznych nieporozumień, konfliktów, wojen czy ludobójstwa. Mowa ludzka zajmuje się jedynie przekazywaniem informacji, to tylko nazewnictwo. Powstała z rozumu (z miejsca należy też obalić starogrecki dualizm – istny absurd, połowiczne byty lepiej zniszczyć). Jeśli język nie potrafi zawrzeć w sobie całości komunikatu, który H39.8 chce wyrazić, jeśli język ogranicza część jego nierozerwalnej całości, to należy go odrzucić jako niedoskonały. W jego fabryce z języka zrezygnowano i postanowiono opracować nowy sposób komunikacji. W fabryce jeszcze nic nie powstało. Wybudowano ją setki lat temu, ale nigdy nie przesunięto żadnej dźwigni, nie wciśnięto odpowiedniego przycisku, który wprawiłby w ruch linię produkcyjną. Supernaukowcy po prostu nie doszli jeszcze do doskonałości. Przeszkodą są stale pojawiające się i nękające ich sprzeczności, wykluczające stworzenie harmonicznego projektu wszystkiego. Zawsze kiedy wydaje się, że już udało się opracować plan spójny i idealny, po powtórnym sprawdzeniu są zmuszeni do burzenia wszystkiego i rozpoczynania prac na nowo. Trwa to od pokoleń, tysiące naukowców oddanych pracy na zboczach Bezimiennego musiało umierać z dojmującym poczuciem porażki. Rodzili się, uczyli się, uczyli innych, tracili rozum, robili habilitację, tracili zmysły, aż w końcu przychodził ten wyczekiwany moment, kiedy proponowano im współpracę z fabryką, która była absolutnym zwieńczeniem ich dorobku. Każdy miał nadzieję, że to właśnie on opracuje wielką teorię unifikacji. Potem umierali z rozpaczy, bo ich praca okazywała się daremna. Teraz spoczywają wokół wulkanu, cmentarz okala budynki fabryki. Uznano, że będzie to najwyższym wyrazem szacunku – ułożenie ich wokoło tego nieukończonego dzieła. Grobów jest więcej, niż przewidziano. Ostatnio nawet trzeba było wyrżnąć kawał tajgi, żeby poszerzyć granice nekropolii. Prace trwają dalej, dlaczego niby mieliby przestać? Po prostu rzadziej wygląda się przez okna.

S79 istniała w latach 1922, 1985 i 1999. Pojawiła się na Ziemi w ten sam sposób co H39.8, w wyniku wybuchu wulkanu. Trzeba przyznać, że wszyscy mieli szczęście – dzięki erupcji zostali ożywieni. Nie łudźmy się, cmentarz naukowców wokół fabryki mógłby zająć całą Syberię, zanim w końcu postanowiono by uruchomić produkcję. S79 przypominała człowieka, ale była wieloczasowa. W jej zbiorach myślowych ułożono sterty skojarzeń i wspomnień pochodzących z całego XX wieku. Pierwotny plan ich rozmieszczenia i wybór nie był ostatecznie zatwierdzony, ale i tak to, co znalazło się w zbiorach, było niekompletne, ponieważ właściwa maszyna uległa usterce podczas wybuchu. W ten sposób błąd zdeterminował jej późniejsze życie. Przeglądając skojarzenia, w które wcześniej została wyposażona, postanowiła rozpocząć gromadzenie materiału poznawczego koniecznego do zrozumienia świata (wgrane skojarzenia stanowiły tylko materiał startowy, zebranie całej reszty zależało od niej). S79 przyciągał dźwięk syren, co naprowadziło ją na futurystyczną Symfonię syren na chór, armaty i wszystkie syreny w mieście. Jest w Baku. W roku 1922.

„Fala udarowa jest nośnikiem energii akustycznej, a formant to skupisko energii w widmie sygnału.” To próba wyjaśnienia procesu mowy. Za pomocą języka. Jak już ustaliliśmy, język został przez naukowców odrzucony, w konsekwencji czego jest dla H39.8 niezrozumiały. Więc możemy – oczywiście za pomocą języka – tylko spróbować zrozumieć, czym jest język dla H39.8. Można to zrobić tylko za jego pomocą, bo bez niego nie da się myśleć. Więc jak ktoś, kto go nie przyswoił, może myśleć? Myśleć o języku? Może mniej więcej tak „fala udarowa jest nośnikiem energii akustycznej, a formant to skupisko energii w widmie sygnału”, tylko zupełnie inaczej. To znaczy, używając innych narzędzi poznawczych. Rozum istnieje dzięki językowi, a język jest niedoskonały. Jeśli język jest niedoskonały, to rozum też. W Superfabryce próbowano stworzyć prototyp doskonałego rozumu. Przyjęto, że wszystkie formy sztuki wyrosły na deficytach języka. Język okazał się niewystarczająco pojemny, aby rozumieć i poznawać. Stwierdzeniu, że był niewystarczająco precyzyjny, brakuje logiki. Im bardziej precyzyjny, tym mniej zrozumiały i tym mniej w nim miejsca na doznanie.

SAMSUNG

S79 przysłuchuje się i próbuje odczytać treść zawartą w dźwiękach. Lewe ucho ma bardziej wyczulone na muzykę. Zgodnie z ludzkimi własnościami prawe jest przeznaczone do rozpoznawania mowy, ale S79 nie potrzebuje tej funkcji. Dotarły do niej pierwsze wysokie tony syren siejące spustoszenie w jej drobnym ciele. Natężenie dźwięku było tak duże, że zagroziło jej systemom zabezpieczeń, jednocześnie wszystko wydawało jej się przyjemnie smutne. Wolno i ociężale, ogromny żelazny organizm podnosił się, żeby zaraz ruszyć naprzód. Przerywały mu ogłuszające wybuchy armat i chaos odgłosów pochodzących z ludzkich ciał. Uderzenia małych narzędzi trzymanych w małych dłoniach kontrastowały z hukiem stali. Strach przed hałasem krzyżował się z oczekiwaniem na zmianę, którą zapowiadał sygnał. Dźwięki powstawały z ogromnych skupisk żelastwa. Moment, w którym zaczęły bić dzwony, wprowadził zdecydowany chaos, potem głos płynący z ludzkich gardeł wbijano młotami w żeliwne sarkofagi. Sygnały syren powtarzały się coraz częściej i szybciej – przypominały płacz giganta. Potem śmiech. Potem znowu płacz. A potem już tylko echo. Tak S79 dowiedziała się o ludobójstwie, wojnie i rewolucji, o industrializacji, apatii, zmęczeniu, obumieraniu, gniciu ludzkiej myśli, biedzie i nadziejach futurystów.

Był utkany z tego co usłyszał, kiedy przez setki lat hibernował w fabryce. Składał się z tworzywa jej wszystkich dźwięków. Miał stalowe oczy i gładkie miedziane palce. P1.1 ocknął się dopiero po tygodniu w Górach Wierchojańskich nad brzegiem Jany. Ten naturalny krajobraz wydał mu się bezosobowy. Był przyzwyczajony do zamkniętych pomieszczeń i geometrycznych przedmiotów. Źle czuł się wśród nieregularności. Leżał na czarnym podłożu i nieruchomo wpatrywał się w wodę. Nie dobiegały do niego żadne wcześniej rejestrowane odgłosy, nie rozpoznawał kształtów. P1.1 był najmniejszy z całej trójki, jego wygląd wzbudzał matczyne instynkty, jednak na tym monumentalnym, obcym obszarze musiał poradzić sobie sam. Wokół nie było nikogo podobnego. Wpadł w panikę. Musiał położyć się na chwilę na wznak, ta pozycja go uspokajała – spędził w niej setki lat w fabryce. Leżał kilka godzin, zanim postanowił wyruszyć. Ocknął się, gdy usłyszał długi, słabo słyszalny sygnał. Postanowił za nim podążać, bo wydał mu się znajomy.

Doznania. „Doznanie” zdaje się być zawsze prawdziwe, tak samo jak to, co widzę i to, co słyszę. Mogę to wszystko źle zrozumieć, ale nikogo nie zajmuje rozumienie. W zasadzie zajmuje, ale zupełnie inne, pozajęzykowe – dla nas czysto abstrakcyjne. Można zatem założyć, że interesują nas mechanizmy i narzędzia rozumienia, czyli rozum i język na nim bazujący. Załóżmy, że rozumienie jest konstruowaniem sensu, a następnie szukaniem jego potwierdzenia, zaś konstruowanie tego sensu opiera się na wstępnych skojarzeniach. Jeśli chcę zrozumieć proces wrzenia wody, najpierw muszę przywołać pewne skojarzenia, a potem na ich podstawie zbudować wstępną propozycję sensu i dalej szukać jej potwierdzeń bądź zaprzeczeń. Skojarzenia są uzależnione od zaplecza kulturowego i praw myślenia. Składa się na nie język, ale nie wyłącznie. Skojarzenia to też nienazwane obrazy i dźwięki, gładkość, szorstkość, wspomnienie dotyku albo bólu. Istnieją zbiory skojarzeń, istnieją zbiory zbiorów i podzbiory. Zbiory są ruchome: powiększają się, zmniejszają, obumierają, powstają nowe. Jedno skojarzenie może przynależeć do kilku, ale nigdy nie może nie przynależeć do żadnego. Załóżmy więc, że wszystkie skojarzenia są nienazwane, ponieważ nie istnieje język. Jego nadrzędne miejsce zajmuje czysty dźwięk.

H39.8 stał w hali wypełnionej światłem, rykiem, łomotem i hukiem. Ogarnął go spokój. Budynek, w którym się znajdował, wydawał mu się godny zaufania. W końcu odnalazł właściwy schron. Postanowił znaleźć sobie odpowiednie miejsce, w którym mógłby się ułożyć. Na hali było mnóstwo robotników, ale nikt jak dotąd nie zwracał na niego uwagi. Wybrał ustronny kąt o odpowiedniej akustyce i zaczął przysłuchiwać się hałasom. Dźwięki przenikały jego ciało, wbijały się w nie i miażdżyły na przemian. Hałas opowiadał historię o wielkim kraju zmęczonym pracą i nędzą życia. Usłyszał tylko zgrzytanie żelaznej części swojej lewej nogi i zanim się obejrzał, leżał na ziemi z twarzą w błocie. Jakiś pracownik fabryki sprzętu wojskowego rzucił nim o ziemię. Musiał opuścić pierwsze miejsce, które wydawało się znajome. Kiedy H39.8 wstał i otarł twarz, zrozumiał, że jest sam, wszystko było obce. Czuł, jak powoli całe jego ciało drętwieje. Spocony padł z powrotem na ziemię. Leżał schowany w trawie, patrząc na kominy fabryczne i wydawało mu się, że zaraz umrze. W końcu zasnął.

Kierkegaard uznawał nadrzędność muzyki jako jedynej dziedziny sztuki, która może odwzorowywać szereg momentów, a nie tylko jeden jak malarstwo czy rzeźba. Przeżycie jest przecież zbyt rozległe, aby mogło zostać ujęte w słowie. Wiadomo, że głoski dźwięczne tworzy się modulując ton krtaniowy, a głoski bezdźwięczne poprzez pobudzenie szumowe. Bez problemu można odczytać intelektualny komunikat, który adresat wysyła do nas, używając znanego nam języka, ale ów język zdaje się nie być wystarczająco pojemny, aby zawrzeć w nim rozpacz albo samotność. Bez uzupełnienia rzeczywistości pozajęzykowymi formami wyrazu świat byłby niemy. Lub wręcz niezrozumiały. Wystarczy dokładnie wsłuchać się w ton głosu cudzoziemcy, aby właściwie odczytać komunikat. Potem dźwięki walących się drzew. Nawoływania puchaczy, szczekanie wilków, piski soboli. Pioruny, wiatr, wyburzanie cerkwi – treść, jaka z nich płynie, jest całkowita i naturalna. Więc należy słuchać i przestać mówić. Wyłączyć wadliwy rozum, żeby dopuszczać jedynie bodźce pierwotne.

Droga z Baku przebiegła pomyślnie. S79 bez większych problemów pokonała 2282 kilometry i 77 lat. Znalazła się w Moskwie, żeby wysłuchać historii o zdehumanizowanym społeczeństwie – bilet kosztował kilka rubli. Nazywali się Linija Mass. Czuła się jak u siebie w tej ruderze. Otaczające dźwięki brzmiały znajomo. To przez chwilę było nawet przyjemne. Potem muzyka znów zaczęła mówić. O tym, że ten kraj smutku i zgnilizny, w którym jakiś człowiek nazywany Jutrzenką Nowej Ery albo Pochodnią Rewolucji Światowej próbował był zaprowadzić swój porządek, do tej pory nie może się otrząsnąć. Nie otrząsnął się jeszcze po jego poprzedniku. I po poprzedniku jego poprzednika. Nie wybuchła tam żadna bomba atomowa, ale wszyscy mają chorobę popromienną. I w najbliższej perspektywie nic się nie da z tym zrobić. Są już następcy. S79 pomyślała o tym, jak okropne są ludzkie pragnienia niemożliwości.

„Wyrosłem na trupach, moje nogi, oczy i brzuch to złom, rozparcelowane wraki, żyję na złomowisku idei industrializacji, ale oni? Oni być może też narodzili się na wysypisku śmieci, może powstali ze zgnilizny. Podczas procesu rozkładu, walki o przetrwanie, wyrastały im może kolejne kończyny. A ich rozum? Jaką ma wartość? Z perspektywy całej tej planety jedynie użytkową.” P1.1 był wyjątkowo mało odporny na rzeczywistość. Zupełnie nie mógł znieść świadomości swojego fatalnego położeniu i fatalnego położenia świata. Gdyby należał do nas, pewnie byłby jednym z tych opuszczających społeczeństwo i wiodących żywot trapera gdzieś w tajdze, albo jednym z tych zapijających się na śmierć. Słuchał. Przekładał kasety w magnetofonie jedną po drugiej. Czytał z nich jak z książek. Stalnoj Pakt – Na Sopkach Mandżurii. Wojna. Znowu jakaś wojna. Znowu rozbijanie czaszek, rzeź dzieci, rzeź koni. Puste miejsca przy stole. Puste stoły. Puste pokoje. Pokoje bez ścian. Społeczeństwo się wyszczerbiło. Jest powyszczerbiane jak stary grzebień, a brakujące zęby leżą głęboko w ziemi w zbiorowych mogiłach. Może to z ciasnoty ludzie muszą się od czasu do czasu trochę powyrzynać. Nie, raczej po prostu są zbyt pazerni.

Stop. Więc próbowano stworzyć doskonałą formę komunikacji. Wittgenstein powiedział, że gdyby lew umiał mówić, nie potrafilibyśmy go zrozumieć. Załóżmy, że stworzono tę formę. Na nic to się zdało. Nikt ich nie rozumie. Chodzą po ziemi, po tej samej co my, mają postawę wyprostowaną, płuca, trzustkę, oczy, piszczele i mózg w wielkości odpowiadającej naszemu i nikt nie potrafi się z nimi porozumieć. Stworzono w nich nową, unikalną rzeczywistość. Tylko że niefalsyfikowalną. Nawet nie wiadomo, czy to już doskonałość. A jeśli nawet by nią była… przecież sąd jest niemożliwy. Nie można się do nich dostać.

H39.8 długo tułał się po Rosji. Od czasu, gdy usłyszał dźwięki fabryki, nie mógł przestać ich szukać. Węszył zgrzytów i uderzeń, szumu, echa i niepokojącej monotonii. Jak pies szedł prawie na czworaka. Co krok przykładając ucho do ziemi. Lewe. Jest rok 2014. CTM jak dotąd odbywał się tylko w Berlinie. Syberyjska sceneria dobrze współgra z programem. H39.8 wdziera się na teren festiwalu. KP Transmission to jakaś gładsza, mniej surowa rzeczywistość. Szumy są lżejsze i głębsze. Apatia pozostała, ale ruchy są delikatne i spokojne. Bo to zawsze są jakieś ruchy, następstwa, konsekwencje. Świat przedstawiony zmienił konsystencję, jest zdecydowanie lepiej wymieszany i przez to gładszy, mniej chropowaty. Wszystko dzieje się wolno, dźwięk okala ludzi i przedmioty jak dym. Jednak H39.8 jest przerażony. Jest przyzwyczajony do grubych kresek, twardych krawędzi i jasno zarysowanych granic. Obcość zwiększa się z każdym uderzeniem. Może nawet coś z tego wszystkiego jest w stanie odczytać, ale to obce. Ta subeuropejska Rosja po Pierestrojce z kilometrowymi kolejkami do McDonalda. A idea doskonałej komunikacji się – cóż – nie sprawdziła. Idea doskonałego państwa, doskonałej industrializacji. Więc musi umrzeć i umiera w sposób najprostszy i oczywisty. Ciąg dalszy jest rozkładem i początkiem nowego życia roślin i bezkręgowców.

EPILOG

  1. Język ma deficyty
  2. ale „państwo” było totalitarne
  3. więc tylko niedoskonałość jest możliwa.

Małgorzata Greszta


Angielskie tłumaczenie powyższego tekstu zostało opublikowane w drukowanym #30 magazynu „Glissando”.